sobota, 10 marca 2012

akcja: dokopać się

Powoli, powoli dokopuję się. Kryzys miałam w środę, kiedy to pewna, że koszulka leży na podłodze, nie mogłam jej znaleźć. A wiedziałam dokładnie gdzie powinna była leżeć. 
Więc dzisiaj od rana właściwie segreguję notatki (wydrukowałam jakieś 3 kg nowych), układam, sortuję, dokopuję się. Wciąż podłoga pełna, ale są prześwity. A to dobry znak.
Zafundowałam sobie piwo. Chodzę nabuzowana niczym nie wiem co. Ale nabuzowana. Piwo nie pomaga. Usypia niestety. I nie zabija zapachu czosnku wydobywającego się z mojej paszczy (grzanki serowo- czosnkowo-prowansalskie + Kuba (takiego męża chcę - błyskotliwego, z dużym dystansem, z milionem żartów)+ Xfactor ).

piątek, 9 marca 2012

to-do-lists

Nowy rok, nowa praktyka.
To-do-lists.
Licząc, że styczniowa składała się z 4 punktów (z czego jeden miał odbyć się 8razy, czyli jakby 11 pkt razem), a wykonałam dwa punkty, to wynik kiepski..
Na luty zaplanowałam więcej i wyszło zdecydowanie lepiej.
Była zaplanowana IKEA, był zaplanowany balet w operze, było w planach kino, były w planach mejle (np do W, którego znam jeszcze z wymiany do Greifswaldu, i do A, którą znam z wymiany do Goeteborga), był w planach zakup pokrowca do aparatu (wkurzam się, bo ktoś mi niedawno powiedział, że reklamują nowe NIKONY, dzięki Bogu nie oglądam tv, dzisiaj przypadkowo fragment reklamy zobaczyłam, dobrze, że fragment, inaczej być może plułabym sobie właśnie w twarz.), w planach był zakup kosmetyków (taaak, pokusiło mnie i kupiłam tusz do rzęs za 140 zł, zdecydowanie jedna z głupszych decyzji tego roku, najgłupsza decyzja lutego), więc sporo załatwione. Nadprogramowo za to odkryłam dwie fajne bardzo kawiarnie! :)) (mimo że od stycznia na liście twardo napisane mam 'muffinkowa kawiarnia')
Sporo wciąż nie. Więc planuję właśnie, mimo że to już połowa prawie marca.

czwartek, 8 marca 2012

żal.pl

Prawdopodobnie byłam jedyną kobietą/ dziewczyną przechadzającą się/ przebiegającą/ pędzącą/ robiącą zakupy w nie-tak-starym centrum handlowym bez obowiązkowego tulipana w łapie.
Prawdopodobnie jestem jedyną w mieście, województwie i kraju, która nie zgarnęła kwiatka.

Jutro zeżrę czekoladki, które dostałam od braci. 

A dzisiaj padam, jest godz 23, jestem od 20 godzin na nogach. Zaraz umrę. 

środa, 7 marca 2012

wersja 56

Wczoraj wysłałam mgr, wersję 56 (tak zatytułowałam mejla do promotorki ;)). I tłumaczenie do M - za każdym razem boję się, co mi odpiszą. Promotorki zdecydowanie mniej niż M. Tłumaczenia to jednak ciężka sprawa. Prawda jest taka, że na podyplomówce zdobywam trochę 'wiedzy' i praktyki, ale dotyczy ona niemieckiego i innego rodzaju tekstów. Inna prawda jest taka, że każdy tłumacz ma swoją prawdę. 
A do M tłumaczę ze szwedzkiego na polski. Teksty niby prawnicze, ale prawniczych słów tam niewiele. Problemem jest, jak się okazuje, język polski. Przetłumaczyć tak, żeby nie było kalki językowej. W moim przypadku jest to graniczące z cudem. Po kilkukrotnym przeczytaniu własnej wersji tłumaczenia, które mimo że napisane w języku polskim, zalatuje tak mocno szwedzkim, że jestem w stanie uwierzyć (i na ogół wierzę), że po polsku tak się właśnie mówi.. A M później komentuje, o zgrozo.
Nigdy z żadnego tłumaczenia nie jestem zadowolona. Zawsze mam te same dylematy, pt. na ile mogę parafrazować? Bo ten tekst, który tłumaczyłam na wczoraj, był wg mnie fatalnie po szwedzku napisany..
Nic to, poczekam na M-owy komentarz.
Dzisiaj za to sprawdzam zad.dom. moich studentów. Jedno sprawdziłam. Idę po herbatę i zaraz drugie. :)

niedziela, 4 marca 2012

spontan

w przypływie wolnego czasu i chęci zmarnowania go, zajrzałam na allegro, by tam znaleźć torebkę skórzaną. znalazłam i kupiłam. z przesyłką: 24,5zł. śmiech na sali. używana, ale jednak naturalna skóra. ciekawa jestem. na oku mam jeszcze, od kilku dni już, czarna torebkę - idealnie pasowałaby do mojej wiosennej kurtki, którą z uwielbieniem nosze od miesiąca przy minusowych temperaturach.. bo planowałam kupić czarną torebkę, padło na jasnobrązową. zobaczymy, jak będzie wyglądać. w tym tygodniu powinna dojść, mam nadzieję. przelew właśnie zrobiła. we'll see.

kto rano wstaje..

Kto rano wstaje, ten musi zadbać (czyt. wyczyścić) o swoje buty. Znudzona wszystkimi butami, które intensywnie noszę tej jesieni/ zimy (dokładnie dwie pary płaskich i wygodnych butów, właściwie całorocznych, w tym bardo szwedzkich, ale tej zimy również niezwykle polskich), wczoraj długo myślałam (tak tak, po całym dniu z niemieckim (nigdy nie przyzwyczaiłabym się do trybu studiów zaocznych, przenigdy!, dobrze, że podyplomówka trwa tylko rok i że już teraz mam z górki), nie ma się siły na nic, poza leżeniem i intensywnym nicnierobieniem) i wymyśliłam, że założę adidasy (i pisząc adidasy, mam na myśli adidasy firmy adidas, a nie adidasy puma - coś czego Niemiec znający/ uczący się polskiego nigdy, przenigdy nie ogarnie). Więc czyściłam owe buty. W niedzielę. O godzinie 5.30. Rano. 

piątek, 2 marca 2012

próba milionowa

Ok, mój pokój znów (właściwe cały czas) przypomina mini wysypisko. Ciuchów, torebek, kartek i teczek. A mi motywacji brak. Odwiedziny A. jakieś dwa tygodnie temu dobrze na mnie podziałały i pokój zabłysnął, ale niestety krótkotrwały był to stan mojego pokoju.
Ale! Zmierzam do tego, że troszkę sobie uporządkowałam to, co na laptopie. Nareszcie też wzięłam sobie do serca słowa M, dla którego od czasu do czasu tłumaczę, że teksty, które od niego dostaję, są objęte tajemnicą. Wykasowałam je. W końcu. M. pisał, że po miesiącu powinnam je usuwać. Ja oczywiście odszukałam teksty z marca 2011. 
Czuję się zmotywowana. Choćby chwilowo. Więc chwilowo będę sprzątać. ;) Próba milionowa w tym roku, pierwsza w tym miesiącu.