niedziela, 4 września 2011

zakochałam się

Zakochałam się. W tej pani. Znów. Jej głos. Jej muzyka. Uwielbiam!! Kolor włosów też. Do tego stopnia, że momentami żałuję, że zrezygnowałam z bycia rudzielcem na rzecz ombre hair.

Słuchać i rozkoszować się. Każdym dźwiękiem.

http://www.youtube.com/watch?v=am6rArVPip8

sobota, 3 września 2011

:/

Nienawidzę takich chwil, dni, kiedy pogoda jest idealna, ja mam milion pomysłów na spędzenie czasu: wino w lesie, wino na balkonie, wino gdziekolwiek, leżenie w lesie, na trawie, na łące, nad jeziorem, spacer, rower. A nie mam z kim tego czasu spędzić. Do dupy :/

porządki

Pisząc tytuł posta ' porządki' dopisać chciałam 'wiosenne'. Bo porządki takie duże robi się chyba wiosną. Nie zawsze. 
Mój mały czerwony burdelek zajmuje niewiele mebli. I nawet gdybym chciała zrobić przemeblowanie, to się nie da. Szafa zajmuje 1/4 pokoju. Na 3/4 długości ściany, kolejna 1/4 to półki na książki. Poza tym sofa i stolik. Kuniec. I w tej szafie wczoraj spędziłam właśnie długie godziny. Szafa bez dna. Drabina okazała się pomocna, moje kończyny górne nie są jednak na tyle długie, by zgarnąć resztki kurzu z całej górnej półki. Górna półka zajmowana jest od lat przez segregatory i wuchtę notatek. Dziękuję Ci Dąbrówko, dziękuję Ci klaso dwujęzyczna! Żal mi wyrzucić notatek  ton kser z geografii, historii, fizyki i matematyki. Bo są po niemiecku. Nigdy nie wiadomo. 4 segregatory z kserami z niemieckiego też są ważne i zawsze mogą się przydać.  Podobnie jak gramatyka porównawcza języków skandynawskich, sagi islandzkie, Wirtschaftsdeutsch, wiedza o Szwecji i wszystkie materiały na szwedzki. Muszą tam być. Dobrą miejscówkę od lat zajmuje także moja kolekcja kartek pocztowych zbieranych w czasach młodości. No przecież nie wyrzucę kolekcji kartek Anne Geddes! Karton z pokojowymi bibelotami- ramkami w niezliczonych ilościach, wzorach i kolorach, świeczkami, wazonikami.. 
Dzisiaj zajęłam się segregowaniem biżuterii. Zostają 'działy' z ciuchami. To wymaga czasu. I cierpliwości. Bo może jeszcze to kiedyś założę.. I co zrobić z tymi, których nie założę? Allegro? A miejsca w szafie brak. Przestawiać z kąta w kąt też nie chcę. W worki pakować i do piwnicy? To zupełnie nic z tym nie zrobię. Kurtki w jednej części szafy na wieszakach, bluzy, sukienki w drugiej, koszulki, koszule, bluzki w trzeciej. Swetry na półce. Miejsca brak! Na torebki też. 
Ciężkie życie leczącej się samozwańczej zakupoholiczki i wciąż młodej zbieraczki wszystkiego.  
Postanowiłam za to, że dzisiaj mój pokój będzie na cycuś glancuś. Będzie? Sama wątpię..

piątek, 2 września 2011

ulubione!

Jestem serożercą. Pleśniowy, smażony, żółty, z dziurami, bez dziur, biały, feta. Uwielbiam sery. I jem praktycznie codziennie kanapki z serem. Stety niestety mają milion kalorii. Ale kto liczy kalorie? Ważna jest uczta dla podniebienia. Tak jak ta dzisiejsza.

Dzisiaj w szale euforii pozwoliłam sobie na długodojrzewającą szynkę. Połączyłam ją z brie. A to wszystko na moim ulubionym ciemnym chlebku cebulowym. Do tego oliwki. Niebo w gębie!!



Serożerca pozdrawia!

dziwna?

Czy jestem dziwna tylko dlatego, że czytam książki (już tylko i wyłącznie) po szwedzku lub niemiecku? Tak założyłam sobie kilka lat temu, chyba wtedy, gdy zaczęłam studia i zorientowałam się, że będę czytać to, co mi każą, a niekoniecznie wszystko z tego będzie miłe i przyjemne i fajne.
Czy jestem dziwna tylko dlatego, że budzę się i biorę do ręki książkę z 4500 szwedzkimi idiomami i czytam je sobie na głos, a następnie zaznaczam te, które znam?
Czy jestem dziwna tylko dlatego, że codziennie dostaję listę 5 słówek niemieckich z ich wyjaśnieniem po niemiecku od mojego byłego ex? A słówka owe przepisuję i sobie czytam.

Pewnie jestem. Cóż, tak właśnie robię. Takie mam hobby. Jedni pieski, kotki, inni piłka, pływanie, wyszywanie, haftowanie, a ja? A ja nie.

czwartek, 1 września 2011

narcyz

Każdego dnia patrzę w lustro i stwierdzam, że znów fajne wyglądam. I patrzę w to lustro i we mnie samą jeszcze kilka razy i znów stwierdzam, że fajnie się ubrałam, że mam fajny styl. W końcu. Kupuję ubrania, które mi się podobają, nie wydaję na nie fortuny, nie kupuję za często, raczej  wyszukuję w mojej szafie bez dna ciuchy, których nie miałam wieki i wietrzę je. Mały dodatek, inna fryzura, kwiat w panterkę, trapery całoroczne za kostkę, torba w ręce, torba na ramieniu i .. jest jakoś zupełnie inaczej. Fajnie. Bawię się. Nie przejmuję się. Żadne szaleństwa na dużą skalę. Nie byłabym sobą. A i Siepaczowo by huczało. Ale ubieram to, co chcę, w czym czuję się dobrze, co mnie się podoba. Nie myślę, co powiedzą inni ani o tym, że nikt się tak nie ubiera. Odnalazłam siebie? A może przez to, że podobam się sama sobie, wyraża się to, że jestem szczęśliwa sama ze sobą, ze swoim życiem, sowimi decyzjami? Narcystycznie bardzo. Ale może tak trzeba? Lubić siebie. Nie patrzeć na innych, myśleć o sobie. Z umiarem. I wtedy jest ok?

smerfnie

Dzisiaj mija rocznica zdobycia przeze mnie prawka. Po stratowaniu krawężnika, zgubieniu kołpaka i parkowania w odległości 5 cm między innymi autami, zdobyłam prawo jazdy. 5 lat temu! Śmigam moim niebieskim pudełkiem po okolicy, ale dopiero wczoraj ruszyłam do Wielkiego Miasta. Babcia, gdyby się dowiedziała, odmawiałaby Zdrowaśki przez pół wieczoru. Dlatego nie wiedziała. Cel wyprawy: SMERFY! :)

51 zaoferowało nam seans o 20 w wersji 3D. :) Z Nachos w jednej ręce i Colą w drugiej. Milion kalorii i kupa śmiechu. Zabawnie, lekko, odprężająco, ale nie odmóżdżająco. :)

W H&Mowym raju łupem padło to oto cudeńko. Najsmerfniejsze ze smerfnych! :)

tył z guziczkami 
Reasumując- smerfna wyprawa! :))