czwartek, 20 października 2011

mała duża zmiana

W natłoku złych emocji mocno buzujących we mnie, złości na cały świat, wizji pisania po raz trzeci!!! tego samego innego słowami, doszłam do wniosku (w minionym tygodniu), że przestałam lubić mój pokój i że potrzebuję zmian. I to natychmiastowych.
Wymyśliłam inne firany. W sumie wymyśliłam zasłony, ale 1. mój pokój jest mały, 2. z jednej strony okna łóżko, z drugiej książki. Wymyśliłam i kupiłam. Materiał na firanę. I teraz mam (dziękuję Pani D za ekspresowe szycie - w poniedziałek nabyłam, w środę zaniosłam do zrobienia, dzisiaj wisi już!) zasłonofiranę, dokładnie taką, jaką chcieć miałam. (W szwedzkim klimacie, o tak!) Z grubego lnu, białą, na takich 'szelkach', bez ozdób, bez niczego. Zupełnie inny klimat ma teraz ta moja  czerwona klitka. Nieprzezroczysta zasłonofirana pasuje idealnie do klimatu plakatu Roberta Doisneau i obrazów z motywami Paryża na moich krwiście czerwonych (może stąd ta złość?) ścianach. I nową poduchę też mam. Z materiału zasłonofiranowego. Z piękną wstążką? Tasiemką? Wstawką z .,. Jest fajna.

1 komentarz:

  1. Grunt to dobrze czuć się w swoich czterech ścianach :)

    OdpowiedzUsuń